wtorek, 6 listopada 2012

Chapter 5

                 Podróż mijała w miarę spokojnie i oprócz kilku niespodziewanych mini wybuchów spowodowanych przez dwie siostrzyczki, małego tornada i minutowej burzy śnieżnej, obyło się bez większych strat.
                Gruchot okazał się znacznie ciekawszym pojazdem niż mogłoby się zdawać. Wymijał wszystkie samochody z gracją baletnicy, zaś prędkość jaką rozwijał (miejscami 200 km/h), była iście magiczna.
                Ewelina przez pewien czas grzecznie siedziała na swoim miejscu rozmawiając z Zuzanną oraz Aniką. Niestety, niespokojna natura oraz wrodzona ciekawość popchnęły ją na tył do przyjaciółek.        Wcisnęła się jako trzecia i z niesmakiem zaczęła się przyglądać kropkom wymalowanym na ich nagłówkach. Jak się okazało, każda miała przydział w innej wieży.
                Ania dostała się do czarnej, co Ewelina uznała za całkiem słuszny traf, a na pytanie, co to miało znaczyć tylko się roześmiała. Sandra również miała pasujący do siebie przydział. Wieża fioletowa wydawała się dostojną i tajemniczą, tak jak bywało to z blondynką.
                Niezadowolenie przyjaciółek było tym większe, gdy okazało się, że obie siostry siedzące tuż przed nimi miały przydział pomarańczowy. Dziewczyny wściekały się, że nie zajęły właśnie tamtych siedzeń, które były wolne w momencie wsiadania.
                Przeznaczenie bywa przewrotne, a podjęte decyzje nieodwracalne.
                Kiedy w końcu złość im nieco przeszła, Ewelina powróciła na swoje miejsce i pogrążona w ciszy wyglądała przez szybę. Myśli dotyczące szkoły kłębiące się w głowie a także pytania o matkę odseparowały ją od grupki uczniów integrujących się podczas drogi. Cóż… Czasami początki bywają trudne.
                Autokar zahamował i w końcu znieruchomiał. Daniel z ociąganiem zamknął czytaną książkę, podniósł się z fotela i przeciągnął.
– No, to jesteśmy na miejscu. Każdy nakleił tatuaż? Wszyscy oznakowani? Dobra, to po kolei. Wasze rzeczy już są przetransportowane do wybranych dla was pokoi. Nie ma zmian, wymian i podmian, nawet w obrębie waszych wież. Wasze pokoje znajdują się na najniższej kondygnacji, czyli po ludzku mówiąc, na parterze. Każdy ma swój oddzielny pokój z pokojem wspólnym i łazienką dla czterech pokoi razem. Mam nadzieję, że to dla was jasne, jak nie, zrozumiecie po zobaczeniu. No, a teraz ustawiamy się parami i idziemy za mną.
                Wszyscy zaczęli powoli wygrzebywać się ze swoich miejsc i już niebawem stali na parkingu w Czersku.
                Ewelina ustawiła się tuż za opiekunem, chłonąc otaczający ją widok. Za autokarem znajdował się niewielki placyk z miniparkiem. Dookoła były dwa sklepy i kilka domostw z pewnością mających lata swej świetności daleko za sobą.
                Anika stojąca za nią klepnęła ją w ramię.
– No ruszże się! – pchnęła dziewczynę, aby ta podążyła za Danielem i wyrównała do Zuzanny, z którą była w parze.
                Przez chwilę Ewelinie zdawało się, że kilka zasłonek w oknach nieznacznie się poruszyło. Ludzie przypatrywali się grupie z dziwnym niepokojem wymalowanym na twarzach.
– Czy oni wiedzą, że tu mieści się nasza szkoła? – Ania wypowiedziała dręczące Ewelinę pytanie.
– Nie do końca. Wiedzą, że coś jest nie tak, ale magiczne bariery i zaklęcia na nich rzucone nie pozwalają się im domyślić, o co dokładnie chodzi. Widzą dzisiaj już czwartą grupę, którą prowadzę.
– Czwartą? – Ewelina i Zuzanna zapytały równocześnie.
– Jesteście ostatnim sortem.
– Czyli na roku mamy sto sześćdziesiąt osób? – Zuza dokonała szybkich obliczeń.
– Dokładnie tak. Pamiętajcie, że po pierwszym roku odpada czterdziestu z uczniów.
– To bardzo dużo. – Ewelina coraz baczniej przyglądała się drodze, po której szli. Nie wiadomo dlaczego pomyślała, że może trafić do tej nieszczęsnej czterdziestki.
– Widzicie, w ten sposób eliminujemy najsłabsze ogniwa. Ponieważ nikt nie chce być w najgorszej dziesiątce w swej wieży, uczy się ze wszystkich sił. W ten sposób poziom wiedzy staje się naprawdę bardzo wysoki.
                Obie dziewczyny pokiwały ze zrozumieniem głowami. Tok rozumowania wydawał się słuszny i całkiem logiczny. Zostawali tylko ci, którym najbardziej zależało. W końcu magia to nie tylko zabawa, ale także obowiązki i zobowiązania wobec reszty niemagicznej społeczności Świata Magii.
– No, a teraz skupcie się, kochani moi. – Daniel zatrzymał się przed niewielką drewnianą budką z napisem „KASA”.
                W środku siedziała jakaś kobieta w średnim wieku, która na widok Daniela podskoczyła na miejscu i wybiegła przed budyneczek.
– Witaj, pączuszku! – zawołała, przytulając się do niego z siłą misia grizzly.
                Mogła mieć na oko pięćdziesiąt parę lat. Jej szczupła twarz upstrzona była zmarszczkami, a brązowe niegdyś włosy były poprzetykane siwizną. Miała na sobie długi, luźny, bladoróżowy, mocno powyciągany sweter oraz czarną spódnice. Co chwilę na nos opadały jej okulary o czerwonej oprawce. Na szyi zaś wisiał duży mosiężny klucz, wyglądający jak z poprzedniej epoki.  
                Kobieta mimo dość szczupłej postury, miała parę jak niejeden facet. Podniosła Daniela jakby ważył tyle co nic, a następnie zakręciła się z nim w kółko. Kiedy ponownie opuściła go na ziemię, wyglądał jakby nie mógł złapać tchu.
– Oooo! – zawołała widząc czekającą dziatwę. – Nowi uczniowie! O ile się nie mylę, jesteście ostatnim sortem! – klasnęła w dłonie, po czym zniknęła w budce, śmiejąc się radośnie.
                Kiedy Daniel w końcu doszedł do siebie, poprawił pogniecione ubranie, a następnie ruszył piaskową ścieżką prowadzącą do mostu nad dawną fosą.
                Zamek prezentował się raczej ubogo. Ruiny, kiedyś tak znamienitej fortyfikacji, prosiły się o porządny datek i sponsorów. Mury, choć zrobiły na Ewelinie niemałe wrażenie, lata swego uroku miały za sobą już wieki temu.
                Daniel prowadził ich z uśmiechem wymalowanym na twarzy i kiedy w końcu dotarł do miejsca, gdzie kiedyś była brama, zatrzymał się i odwrócił do podopiecznych.
– Jesteśmy na miejscu! – zawołał radośnie, po czym zajrzał przez otwór. Widząc parę turystów zmierzających w och stronę, zaczął opowiadać. – Dzięki badaniom archeologicznym dało się ustalić, że najstarsze ślady człowieka na terenie Czerska pochodzą sprzed 2 tys. lat. W tamtym czasie znajdował się na tych terenach cmentarz popielicowy. Najstarsza, choć krótkotrwała osada istniała między VI a VIII w. Ślady następnej osady pochodzą z IX– X w. budowano wówczas domy słupowe. Stałe osadnictwo rozpoczęło się w XI w. Na całym obszarze zajmowanym obecnie przez zamek zbudowano obronny gród, funkcjonujący przez jedno stulecie. Wał przebiegał mniej więcej w miejscu zamkowych murów.
                Kiedy para turystów minęła nieco zdezorientowaną grupkę przyszłych studentów, Daniel skończył przemowę, po czym położył swą dłoń na kamieniach po prawej. Skóra rozjarzyła się ostrym, błękitnym światłem i już po chwili przejście zaczęło delikatnie falować, jakby przed Eweliną i Zuzanną pojawiła się przeźroczysta zasłonka. Dziewczyny już wyciągały dłonie, aby jej dotknąć, ale opiekun pokiwał przecząco głową.
– Wszyscy zamykacie oczy, a następnie w myślach powtarzacie sobie swoje imiona i nazwiska. Wszystko jasne?
                Dzieciarnia pokiwała głowami, więc Daniel dał znak pierwszej parze, aby ruszyła.
                Ewelina nieźle przestraszona, z duszą na ramieniu, zamknęła powieki, a następnie niemalże zaczęła krzyczeć w myślach swoje dane. Zrobiła niepewny krok i poczuła jakby zanurzała się w ciepły budyń. Przez chwilę obawiała się, że nie będzie miała jak oddychać, ale przy kolejnym kroku znów czuła na twarzy przyjemny powiew powietrza.
– Otwieraj te gały i chodź! – zawołała podekscytowana Zuzanna.
                Czerwonowłosa otworzyła powieki i niemalże krzyknęła z zachwytu. Znajdowały się w wielkim przejściu wykonanym w stylu gotyckim.  Sklepienie, z  tego co zapamiętała z zajęć historii, było krzyżowo–żebrowe, zaś towarzyszył mu system łuków przyporowych, odciążających ściany budowli. Ewelina ruszyła do przodu i już niebawem znalazła się na obszernym dziedzińcu wyłożonym kostką brukową, pośrodku którego stała wielka fontanna przedstawiająca smoka ziejącego ogniem. Oczywiście, zamiast płomieni, z gardzieli bestii lał się strumień wody. Posąg, najprawdopodobniej wykonany z czarnego marmuru lub obsydianu, skrzył się w słońcu.
                Ewelina zaczęła się kręcić w koło, aby móc podziwiać wszystkie budynki.
– Nie wydaje ci się, że z zewnątrz wyglądał na znacznie mniejszy? – Anika dołączyła do dziewczyn i również zachwycała się z rozdziawioną szeroko buzią cudami architektury.
– Magia. – zdążyła wydusić z siebie czerwonowłosa, nim wokół nich zgromadziła się reszta grupa uczniów.
– Oto posąg opiekuna naszej szkoły. Święte zwierzę należące do założyciela naszego Collegium Magicae, ale o tym dowiecie się już na pierwszych zajęciach historii. Za chwilę pojawią się tu opiekunowie wież, którzy wyjaśnią wam co i jak. Ja dziś się z wami żegnam. Zobaczymy się jutro po południu na małym wprowadzeniu do życia w szkole.
                Daniel uśmiechnął się po raz ostatni, po czym rozpłynął się w powietrzu. Wśród nowych dało się słyszeć „ochy” i „achy”.
– Witajcie, koty! – Głos, który się rozległ, nie należał do najprzyjemniejszych, za to wychodził z ust niezwykle pięknej blondynki o długich nogach, zgrabnej figurze i niemałym biuście.
– Szybko rozdzielcie się na cztery kolory, według przydzielonych wam wież. – Kolejny głos, tym razem męski, był o wiele przyjemniejszy. Należał do przysadzistego chłopaka o uśmiechniętym, rumianym licu.
– Szybciej, nie mamy czasu tak stać i na was czekać. – Jeszcze jedna dziewczyna, czarnowłosa, o niezwykle mikrej posturze przypatrywała się „kociakom” z nadąsaną minką.
– Moniko, nie należy być niegrzecznym dla nowych uczniów. – Wysoki przystojniak o jasnych blond włosach spływających kaskadą na plecy uśmiechnął się radośnie. – Witajcie w Mazowieckim Collegium Magicae. Jesteście ostatnią grupą, więc nie będziemy specjalnie przedłużać. Dzisiejszy dzień będzie dla was wolny, abyście mogli się zaaklimatyzować i spokojnie rozpakować.
                Ewelina w końcu przepchnęła się z przyjaciółkami do przodu i mogła podziwiać czterech właścicieli głosów. Jak się okazało, każdy był ubrany zupełnie inaczej. 

Zaczarowani

Filmiki